niedziela, 16 marca 2014

Dlaczego mnie nie było+podsumowanie włosowe

Witajcie!
Ostatni post opiewa datą lutową i to w dodatku początkową. Wiem, wiem, miało tak nie być. Jednak na swoje usprawiedliwienie mam to iż osiągnęłam 1 stopień naukowy, przeprowadziłam się do innego miasta, zmieniłam uczelnię.Sporo zmian, prawda? Jak zmiany, to wiadomo że i czas leci tu i tam i dlatego własnie nie miałam czasu skrobnąć kilku słów.

Dziś, podsumowanie włosowe z bodajże 3(?) miesięcy. W piątek udałam się do fryzjera w celu ścięcia zniszczonych końcówek(oj było ich trochę-świadczy o tym długość włosów). Mianowicie, podejrzewam że fryzjerka musiała ściąć  ładnych 5 cm jeśli nie więcej. Na koniec zapytała się czy może się artystycznie wyżyć - bardzo chętnie się zgodziłam. Po około 0,5 h czesaniu powstało to:




Prawda że robi wrażenie?

Teraz wygląd moich włosów po podcięciu:


Przepraszam za jakość-niestety nie jest najlepszej jakości. Są spuszone, skręt jest rozluźniony, pomimo iż 3 h wcześniej miałam oliwę z oliwek. Myślę że jest to przyczyna pewnej maski, o której już niebawem.


Porównanie do grudnia(długość):
Kolor włosów jest inny bo zdjęcia były robione o innej porze dnia i w sztucznym świetle.

Od jutra mam zamair pić skrzypokrzywę aby włosy rosły jeszcze szybciej, obawiam się tylko skutków ubocznych w postaci niespodzianek na twarzy? Jakie są Wasze doświadczenia ze skrzypokrzywą?

                                                                  Pozdrawiam
                                                                        Dora




niedziela, 2 lutego 2014

Krótko o motywacji

Witajcie,
wpadam dosłownie na 5 minut i lecę znów do nauki. Dziś kilka słów na temat motywacji i tego co mi pomaga w nauce.



A więc:

1. Mój poprawiacz nastroju, prezent urodzinowy i przytrzymywacz punktu nr 3 ;) Klementyna wysłucha i naukowych wywodów i żalów studentki ;)
2. Świecznik, również prezent urodzinowy, roztaczający aromat cytrusów z palącej się biedronkowej świeczki.
3. Główny bohater posta. Pytania które sprawią, że nie będziesz odkładać nauki na później-w moim przypadku działa!. Pomysł ten zaproponował BARTEK , na blogu ma mnóstwo rad o tym jak zarżadzać czasem czy nie odkłądać nic na później.
4.Żeń szeń z witaminami, bardzo fajnie pobudza i pomaga nie zasnąć przy wielogodzinnej nauce, kupiony na promocji za 10 z gorszami na DOZ.PL
5. Moi znajomi twierdzą że jestem dziwną osobą bo nie potrafię się uczyć w ciszy, cisza absolutnie mnie rozprasza, dlatego słuchawki + mp3 to moje must have do nauki ;)
6.Mazaki, pisaki, zakreślacze-im więcej kolorów tym lepiej
7. Kalkulator naukowy-mój wierny towarzysz w obliczeniach <3
8.Mapy myśli, notatki-to mój najlepszy sposób na naukę ;)


Teraz pozwólcie, że znów Was opuszczę i udam się do mojego kącika nauki i rozwoju.
                                         
                                                                      Pozdrawiam
                                                                            Dora


P.S. Zapomniałam o bardzo ważnym: słodyczach, nie wyobrażam sobie bez nich wielogodzinnego rozkminiania zadań czy nauki do egzaminu. Chyba wiecie dlaczego ich nie ma na zdjęciu :P




sobota, 1 lutego 2014

Włos "ulizany"

Witajcie,
chyba nie muszę mówić co ostatnio zaprzata mi głowę, i będzie to robić jeszcze przez ponad tydzień: tak, zgadliście, SESJA. ;) To własnie ona jest przyczyną że nic tak długo się nie działo na blogu. Dziś znalazłam chwilę i postanowiłam pokazać Wam moje "ulizane" włosy. Co znaczy ulizane? Ano to że że nie były ugniatane, koszulkowane tylko odciśnięte w koszulkę, nałożyłam na nie tonę odzywki b/s i gładziłam, lizałam jak kto woli. Na zdjęciu nie są do końca wyschnięte, jak zwykle końcówki i na długości szybko schną jednak skalp schnie i nie ma końca(dlatego mogą wydawać się że są bardzo obciążone ;)-nie, są po prostu wilgotne)

Na 1 zdjęciu WARKOCZ, niedbale zapleciony, a'la Francuz, bo do prawdziwego mu daleko. Chodziło mi o ukazanie grubości warkocza.Myślę że nie jest źle, choć były lata że był  razy grubszy ;)






Na 2 zdjęciu włosy rozpuszczone. Może wydawało się Wam że skoro w tytule są "ulizane" to będę wyglądać jakby mnie stado kotów wylizało-włosy będą śliskie i gładkie? O nie, to nie moje włosy ;) Im tylko olej da radę, aby takie się stały ;) Jednak zawsze kiedy chcę wiązać włosy(koki, warkocze, itp.) muszę je "ulizać" wtedy o wiele łatwiej jest nimi manewrować.




Koniec tego dobrego, czas zabierać się do nauki <3  
Życzę Wam rónież samych 5 w indeksie, bądz w dzienniku, albo pochwał i nagródw pracy :)

                                                            Pozdrawiam
                                                                     Dora

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Witaj 2014!

 Witajcie,
ostatni post pisałam jeszcze w 2013, i nie był on podsumowaniem tegoż roku. Na małe podsumowanie i u mnie przyszła pora, krótko mówiąc, udało mi się ZREALIZOWAĆ  PRAWIE WSZYSTKIE POSTANOWIENIA NA 2013, poległam tylko w punkcie 2(choć nie tak bardzo jak w 8) i 8.


A co z nowymi? Ano i one są:
  1. Zadbać o zdrowie
  2. Systematyczna aktywność fizyczna
  3. Realizować sie naukowo-czyli zdobyć tytuły naukowe i zdać ładnie sesje
  4. Olejować włosy, karmić je pysznościami i poświęcać więcej uwagi
  5. Czytać książki
  6. Angielski
  7. Chwytać życie każdego dnia i cieszyć się nim
  8. Utrzymać dorywczą pracę
Jest ich jeszcze kilka, jednak pozwolę sobie o nich nie pisać ze względu na bardziej prywatny wydźwięk.

Zasiadając dziś do przeglądania blogów, natknęłam się na wpis Ani KLIK, i chwała Jej za ten post! Nie wiem jakim cudem, ale nie znałam tylu genialnych blogów o których pisze Ania w dzisiejszym poście. Blog Izy bardzo lubię i bardzo często zaglądam. Ale pozostałe? Nie!

Od razu zabrałam się do przeglądania i największe wrażenie wywarł na mnie blog Design your life !
Jeśli nie znacie-gorąco polecam! Wraz z Nowym Rokiem szukałam inspiracji i na tym blogu je znalazłam!

30 dniowe wyzwanie o dostrzeganiu "małych rzeczy"
Od dziś wcielam go w życie, po wyznaczonym czasie podzielę się z Wami moimi "małymi szczęściami"  które będą umilały mi każdy dzień.
Może ktoś z Was dołączy do mnie?

                                  pozdrawiam,
                                                              Dora

niedziela, 29 grudnia 2013

Co ma krem czekoladowy do naszego życia?

Witajcie,
każdego z nas przynajmniej raz na jakiś czas ogarnia coś co możemy nazwać chandrą. Nie chce nam się wstać z łóżka, najchętniej schowałybyście się pod kołdrą, nie patrząc na nikogo, zalewając się łzami i szlochając jakie to życie jest niesprawiedliwe, dlaczego Ty zawsze masz po górę, opcjonalnie zajadając się kremem czekoladowym prosto ze słoika, albo co gorzej łącząc go z herbatnikami i lodami(jeśli nie próbowałyście to polecam-ale nie w takim momencie tylko np. jako nagrodę za pięknie umyte okna ;) ).Można także włączyć ckliwy film gdzie wszystko kończy się szczęśliwie a główni bohaterowie żyją w krainie mlekiem i miodem płynącym.Jeśli zgadzacie się z powyższym i choć raz zdarzyło Wam się mieć taki stan-czytajcie dalej, jeśli nie-gratuluję i życzę aby nigdy Wam się to nie zdarzyło i wróćcie przy następnym włosowym wpisie.
Do rzeczy; życie skłąda się nie tylko z pięknych chwil ale również z takich które potrafią dać nam mocno w kość.Sama nie raz miałam takie chwile. Jednak któregoś dnia powiedziałam sobie dość( po 5 minutach lamentu)-masz takie szczęście w życiu a go nie wiedzisz.Rzeczywiście nie doceniałam tego co mam. Postanowiłam z tym skończyć i wcieliłam w życie pomysły które od ta,tej pory nie pozwoliły mi zjeść choćby 1 łyżeczki kremu czekoladowego dla poprawy nastroju. Jest kilka rzeczy o któych staram się pamiętać każdego dnia, a szczególnie w chwilach trudniejszych niż zwykle.

Po pierwsze: RODZINA I PRZYJACIELE
Warto mieć pod ręką nr takiej osoby która bez ogródek sprowadzi nas na właściwy tor. Nie będzie głaskać po główce i mówić "tak, Ty to masz pecha", "jaka jesteś biedna", tylko z góry na dół powie że masz wspaniałe życie, da kopa w tyłek i przytuli.

                                                                        źródło


Po drugie: FILM MOTYWUJĄCY

Wpadłam na ten pomysł przeglądając zdjęcia z okresu kiedy wszystko było mega hiper absoltnie fajne, choć wymagało to od Was dużego wysiłku. W połączeniu z odpowiednimi myślami, cytatami potrafi naprawdę dać kopa i nadzieję że przecież raz to osiągnęłaś to osiągniesz i drugi. Jest wiele programów(również bezpłatnych) które służą nam pomocą w wykonaniu takiego filmiku.

Po trzecie: MUZYKA I LITERATURA

Każdy z nas ma utwór który kojarzy się z sukcesem i nakłania do walki, nie musi to być wcale "Eye of a tiger" równie dobrze może to być "My heart will go on" utwór który kojarzy Wam się sukcesem i czasem kiedy byliście szczęśliwi i wszystko szło po Waszej myśli. To samo tyczy się literatury; znajdź coś co da Ci wskazówki, będzie drogowskazem, z kim sie identyfikujesz. Osobiście polecam zbiór 50 felietonów Reginy Brett "Bóg nigdy nie mruga"-niech nie zwiedzie Was tytuł, Bóg jest w takiej odsłonie że wyznawca każdej religii lub żadnej w pełni odczyta wskazówki Reginy.
                                                                            źródło

                                                                          źródło


Po czwarte: WYSIŁEK FIZYCZNY
Jak wiadomo w czasie ćwiczeń fizycznych wydzielają się endorfiny a te potrafią zdziałać cuda. Zmienić nasze postrzeganie i dostrzec nadzieję i szansę na zmianę naszej sytuacji. Więc jeśli siedzisz ze wspomnianym kremem czekoladowym-wkładaj dres i idż pobiegać.Nie tylko spalisz kalorie(a kremy mają ich niestety sporo) ale również zrobisz dla siebie coś najlepszego-weźmiesz się w garść!



                                                                      źródło


Powyższe wskazówki można łączyć; np. bieg z muzyką, film z muzyką i cytatami z książki.
Będzie mi bardzo miło jeśli powyższe wskazówki pomogą chociaż jednej z Was w gorszej chwili, choć najlepiej będzie jeśli w ogóle nie będziecie musiały z nich korzytać.

Pozdrawiam
                          Dora

piątek, 27 grudnia 2013

Mąka ziemniaczana- efektu WOW u mnie nie zobaczysz...

Witajcie,
jak wczoraj zapowiadałam- dziś post włosowy. Jak mówi tytuł, głównym bohaterem jest mąka ziemniaczana. Przeczytałam o niej na kilku blogach, nawet nie pamiętam już których, było to tak dawno, dlatego teraz, kiedy miałam chwilę czasu postanowiłam sprawdzić(miałam taką nadzieję) czy i u mnie będzie efekt WOW. Niestety, nie było wow  pisane nawet z małych liter...
Zastanawiacie się pewnie z czym zmieszałam dzisiejszehgo bohatera; dodałam łyżkę odżywki do włosów, o TEJ, jest sprawdzona bardzo często jej używam do codziennego użytku. Dodałam również 3 łyżki oliwy z oliwek-ulubionej moich kręconych <3.

Następnie dość dokładnie wymieszałam.Niestety mąka nie całkiem rozpuściła się w mieszance olejowo-odżywkowej, jednak wzięłam odrobinę na dłonie i roztarłam-uzyskałam piękną konsystencję maski a następnie nałożyłam na włosy-całą długość od ucha. Możliwe że za długo ją trzymałam, bo 3 filmy średnio każdy po 1,5 h daje nam około 4,5 h. Co dalej? Spłukałam dokładnie- i rzeczywiście, włosy były bardzo dobrze wygładzone, nie potrzebowałam już odżywki. Powtórzyłam mój rytuał, czyli szmpon, odżywka, maska, po wyciśnięciu w koszulkę i ugniataniu, odzywka lniana i żel(więcej o moim rytuale TU , tylko sazmpon i odżywka bez spłukiwania się zmieniła). Włosy były bardzo miękkie i puszyste, z przodu zaczęły się poszyć. Zostawiłam je do całkowitego wyschnięcia. Po seansie poprosiłam tatę(dlatego zdjęcie jest lekko nie ostre ;)) aby zrobił mi zdjęcie.Oto co otrzymałam:


Oprócz miękkości, co uważam za plus, wszystko jest nie tak.Włosy są spuszone, skręt nie jest zbyt mocny, . Nie wiem co może być przyczyną; czy za długo trzymałam, czy użyłam nie tej odżywki lub po prostu moje włosy nie polubiły się mąką ziemniaczaną?
Jeśli któraś z Was zna odpowiedź na moje pytania-proszę, piszcie! 
Podrawiam,
                               
                                  Dora

czwartek, 26 grudnia 2013

Świątecznie+ wygrane rozdanie u Lotty

Witajcie,
jest 18.20 więc dobiega już drgi dzień Świąt.Byłam tak zaganiana że nawet nie złożyłam Wam życzeń świątecznych :( ale mam nadzieję że spędziliście je w rodzinnej, pełnej miłości atmosferze kolędując do utraty tchu, a prezenty pod choinką były jak najbardziej trafione :)
Najbardziej pracochłonne były pierniki; jak to ja nie zrobiłam ze sprawdzonego przepisu tylko zaczęłam eksperymentować, postanowiłąm zrobić pierniki drożdzżowe. Przygotowałam więcej ciasta niż tylko na makowce(nie zdążyłam zrobić im zdjęcia-mama od razu wyniosła do swej zamykanej na szyfr szafki-żartuję, a potem, nie było czemu robić zdjęcia bo został wczoraj zjedzony do ostatniego okruszka), zmieniłąm trochę proporcje i udało się, sami oceńcie:



Po kilku dniach są lekko twardawe, jednak z mlekiem czy gorącym kakao są wyśmienite.

A oto moja choinka, bez której nie byłoby Świąt:
Mała, skromna, lecz dla mnie jest piękna :)


A teraz długo oczekiwane wygrane rozdanie. Jak Wam wspominałam, wygrałam rozdanie u Lotty. Oto co Św.  Mikołaj(czyli Lotta) podarowała:




Od lewej:
1) mnóstwo wsuwek do włosów-do koka jak znalazł
2)Prześliczny grzebień z kokardą-już sprawdzałam-idealny do plecionki ;)
3)Wypełniacz-razem z wsuwkami stworzę piękny kok
4) Maska Ziaja do włosów farbowanych
5)Śliczna gumka z kokardką-miałam ją podczas Wigilii-ciocia była zachwycona ;)

Paczka dotarła bardzo szybko, bo już po 2 dniach  paczka dotarła do mnie w idelanym stanie, wszystko zapakowane w folię babelkową któej na zdjęciu nie ma, ale już pewnie wiecie dlaczego... "strzelanie" tak wciąga... ;)
Chciałam jeszcze raz podziękować Lottcie za wpaniały prezent :)



Mykam tymczasem na wieczorny seans rodzinny ;) Jutro spodziewajcie się włosowego wpisu :)
Miłego wieczoru,
                                                                                          Dora